Jestem miłośniczką kina. Dzień bez pooglądania filmu, można powiedzieć, jest dla mnie dniem straconym. Uwielbiam wnikać w różne historie ulubionych bohaterów filmowych, zastanawiać się nad ich losami i analizować ich konstrukt emocjonalny. Każde oglądanie filmu to dla mnie osobny rytuał, który musi być poprzedzony zobaczeniem zwiastunu, przeczytaniem paru recenzji i wywiadów z gwiazdami. Dopiero po tych zabiegach mogę z czystym sumieniem siąść przed ekranem komputera lub telewizora i pozwolić sobie na filmowe wycieczki w nieznany mi świat. Jednym z moich ulubionych rodzajów kina jest kino drogi, gdzie ludzie wybierają się w daleką podróż, dążąc do konkretnego celu. Lubię takie filmy, gdyż oprócz warstwy fabularnej, która dotyczy podróżowania, można w nich dostrzec głębszy, psychologiczny przekaz. Główni bohaterowie, bowiem zazwyczaj podczas owej podróży, tak naprawdę decydują się na wycieczki w głąb samych siebie. Często dowiadują się o sobie strasznych rzeczy, często nie poznają sami siebie. Takie wycieczki jednak, mimo że trudne, dają uczucie ulgi i spełnienia. Dla mnie filmy stanowią tego rodzaju wyjazdy, bo w bohaterach kina często widzę siebie.